Biała Przemsza (już nie Śląsk ;) )

…za granicą 😉

 

Data 24.06.2017r Skład: Ala i Mła {#smileys123.tonqueout}

… no i dostało Nam się, chyba za te wszystkie żartyPuszcza oko. Problemy były od samego początku. Rzeka jest wąska, może nie bardzo płytka ale powalone drzewa skutecznie blokują spływ miejscami co kilkanaście metrów. Ma to swój urok …do czasu. Fajnie jest przedrzeć się 10 razy przez powalone drzewo …ale przedzieranie się non-stop…staje się frustrujące i nudne.

 

 

Wizualnie rzeka ładna, ciekawa, urozmaicona.


 

Poniżej zapis Endomondo – 22 km

Trasa

 

Rozpoczęliśmy w Okradzionkowie przy ul. Białej Przemszy, obok starego młyna. Opcja na dwa auta, wcześniej drugie zostawiliśmy w miejscu docelowego finiszu…gdzieś w lesie.Niestety od razu wybraliśmy zły kierunek wiosłowania i już po ok 200m dotarliśmy do tamy i musieliśmy się ewakuować na brzeg 😛 … należy płynąć lewą odnogą rzeki, prawa szybko się kończy.

Spływ w 90% przebiega przez gęsty las, po drodze nie spotykaliśmy wielu plażowiczów, rybaków, turystów, a właściwie chyba tylko raz w ogóle kogoś spotkaliśmy. Były za to z Nami miliony wygłodniałych komarów, setki powalonych spróchniałych drzew, niebezpiecznych korzeni i pni… mamy podejrzenia, że rzeka jest zasadzką na Ślązaków, jednak udało Nam się ujść z życiem ;). Nie bez strat bo po raz kolejny złamałem wiosło Mruga, a Ala zaliczyła niezliczoną ilość kąpieli …bynajmniej nie słonecznych :).

Rzeka była dobrze oznaczona, na drzewach wisiały kartki z informacją o możliwości zakończenia spływu lub niebezpiecznym odcinku.  A miejsc niebezpiecznych jest kilka, w jednym miejscu pod mostem podobno są jakieś zasieki z prętów stalowych. Legenda miejska głosi, że budowlaniec z Sosnowca celowo je tam zostawił…wiadomo po co  Puszcza oko.

Poza tym kilka razy są bardzo niebezpieczne bystrza z gęsto wystającymi z wody pniami ściętych drzew. Nie bez problemów przepływałem na kucaka, Ala natomiast część przechodziła brzegiem…a próba przepłynięcia zakończyła się stratą nowiuśkiego bucika.

Ja jako samiec Alfa mimo mocnego prądu, głębokiej i lodowatej wody oraz wspomnianych wcześniej pułapek postanowiłem nie zostawiać buta za granicą. Obawialiśmy się, że zostanie wykorzystany do celów voodoo Puszcza oko…. więc poszedłem ratować…rzeka czując jak brnę pod prąd, przestraszyła się i wypluła buta prosto w moje ręce, ku uciesze kopciuszka, na którego pantofelek pasował jak ulał 🙂

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Resztę trasy aby nie spaść po raz …enty, Ala płynęła już w kuckach wiosłując moim złamanym wiosłem, co oczywiście nie ustrzegło ją przed kolejnym wodowaniem w Białej Przemszy :).

Od tego momentu kilka razy sprawdzaliśmy pozycję na GPS gdyż nagle końcówka zaczęła się strasznie dłużyć i nie widać było mostku, który zapamiętałem jako metę.

Gdy ujrzałem Nasz mostek i wyjście to momentalnie mnie olśniło…nie była to myśl w rodzaju ” Eureka ! Mam ..” , raczej w typie „…osz ku…”. To nie był koniec Naszych problemów, właściwie bez wyjaśniania, uradowana wyczekiwanym końcem spływu Alicja zrozumiała, że kluczyki do auta zostały w tym drugim aucie…czekającym na starcie spływu…tam, hen, hen 20 kilometrów wyżej… Zszokowany.

I jeszcze te komary, podejrzewam, że polana gdzie czekało ZAMKNIĘTE auto to była ich baza taktyczna, stąd wylatywały na żer na Śląsk. Tego dnia żarło przybyło do nich… 🙁

 

Pierwsza myśl, tel do kogoś o pomoc…trafiło na Adama, jako osobę która zrozumie, że My na SUPie …rzeką…i że na dwa auta…i że logistyka zawiodła :P. Owszem …odebrał…gdy zacząłem mówić o butelce dobrej whisky to nawet udało mi się poruszyć jego pokłady empatii {#smileys123.tonqueout}, ale jakoś w rozmowie wyszło, że może by taksówką. No więc dzwonimy… szło to strasznie opornie, chociaż nie mam Śląskiego akcentu ;)… jeden taksówkarz nawet wytłumaczył Nam, że nie przyjedzie bo będzie to dla Nas za drogo :P, inny nie dbał już tak o Nasz budżet i wyruszył.

Niemożliwe jednak okazało się wytłumaczyć taksówkarzowi gdzie jesteśmy gdyż nie był posiadaczem smartfona i wysyłanie pinezek z lokalizacją ze środka lasu nie zdało egzaminuZakłopotany. Musieliśmy wyjść mu naprzeciw, dokąd poprowadził Nas przemiły Pan z psem, w rezultacie nawet zaproponował podwózkę jednak nie skorzystaliśmy gdyż Taxi już pędziło 🙂 i po kilkunastu minutach szczęśliwie dojechało.

 

W międzyczasie gdy Ala jechała po auto, ja zlikwidowałem kilkaset komarów…

 

Gdyby ktoś chciał się z Nami wybrać na Przemszę…nie piszcie ! Odmówimy ! ;P

 

 

Pozdrowienia

Przemo i Alutka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *