Krumlovski Maraton :)

Stało się !!!

 

 

Data: październik 2017r

Skład: Ja, Ala, Ivan, Jędrzej, Gosia, Paul, Maja, Goofy, Aga, Piotrek, Wojtek, Grześ

 

Krumlovsky Vodacky Maraton 2017r – jedna z największych imprez wodnych w Europie, na 36km trasie spływu Wełtawą uczestniczy ponad tysiąc zawodników na kajakach, kanadyjkach, pontonach, smoczych łodziach no i na SUPach 🙂

 

Byliśmy Przepłynęliśmy Przeżyliśmy

 


Poniżej zapis Endomondo – taki dowód

 

Do Krumlowa z Katowic jechaliśmy ok 4,5h ale warto było :-). Impreza jest świetnie zorganizowana i cieszy się wręcz ogromną popularnością nie tylko wśród rodzimych Czechów ale w całej Europie. Poza Czechami, byliśmy chyba najliczniejszą grupą na SUP tj. My i ekipa Bass Sup Team.

 

No to czas na Prezentację zawodników 😉

 

Staropolskim zwyczajem Kobiety pierwsze 🙂

 

 

Mężczyźni 🙂

 

 

Trasa:

A więc od początku 🙂 . Długość całego maratonu to 36km jednak dla SUPów zarezerwowane było 26km, żeby nie trzeba było na Nas czekać do wieczora ;-). W piątek były sprinty, a w sobotę właściwy maraton…niestety nie daliśmy rady być już w piątek więc sprinterzy mieli zdecydowanie łatwiej 😉

Na miejsce startu z Krumlowa jechaliśmy prawie godzinę, Czesi chyba dla żartów na głównej trasie postawili znak o zamknięciu drogi…więc z niej zjechaliśmy tak jak zresztą nawigacja prowadziła…w las. Okazało się nie był to dobry wybór bo droga była całkowicie przejezdna :P. No nic …jakoś dojechaliśmy, zresztą nie wyobrażam sobie innej opcji bo zabrał się z Nami Jędrzej (właściciel Bassa) :P, któremu nie wypadałoby nie dojechać 😉

Na starcie byliśmy jakieś półtora godziny przed czasem, jednak parking był już pełen, a pierwsza linia startu była zapełniona SUPami marki Taboo (może tam nocowali ? Jak przed wyprzedażą w Media…;-) ). Na miejscu organizatorzy robili zdjęcia oraz filmowali z ziemi i z powietrza. Zawodnicy sprawiali wrażenie jakby piknikowe 🙂 , raczej wszyscy byli uśmiechnięci i pomocni …większość zajęta ucinaniem finów czy też reperowaniem swoich łodzi….

 

 

 

…niektórzy jeszcze przyklejali do deski żele energetyczne…po których w rezultacie ok 20 minut spływu było związane z bólem brzucha… :-/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy zbliżał się czas startu na miejscu robiło się coraz ciaśniej i nerwowiej. Zawodnicy już przestali zwracać uwagę na nieuprzątnięte ogromne krowie placki…górę wziął duch rywalizacji :P.

Ja również to poczułem i gdy tylko upewniłem się, że moja Alutka już bezpiecznie zwodowała swój materacyk i płynie we właściwym kierunku… postanowiłem się pościgać.

Ku mojemu zadowoleniu będąc w środku stawki udawało mi się wyprzedzać kolejne deski. No ale…kondycja nie ta, a i ustalenia były inne więc po godzinie zatrzymałem się i czekając na Alę robiłem zdjęcia mijającym mnie ekipom 🙂

 

Poniżej zdjęcia ze startu…na żywo nie było chyba tak dramatycznie …

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Całkiem optymistycznie myślę o kolejnym starcie w 2018r i o pierwszej 10-tce, trzymajcie kciuki 🙂

Jakoś chwilę za połową wyścigu był odcinek pieszy gdzie można było, a wręcz trzeba było coś przekąsić i zrobić łyka RedBulla (jeden ze sponsorów) lub jak kto wolał gorącej herbatki….hmm…teraz zacząłem się zastanawiać skąd ten ból brzucha 😉

Dalej był najtrudniejszy odcinek, a mianowicie ostatnie 7km z sześcioma progami wodnymi, których pokonanie na pewno byłoby prostsze gdyby nie pojawiające się z każdej strony pędzące kajaki, pontony i smocze łodzie, którym nawet nie przyszło na myśl, żeby przepuścić, poczekać lub chociażby uważać na człowieka który próbuje się utrzymać na desce ;P

Rannych chyba nie było 😉 , tylko kilka urwanych finów oraz zdenerwowanych załóg, które przez nieudane przepłynięcie jazu traciły kilkadziesiąt miejsc.  Tutaj przewagę mają SUPy, nie tak łatwo kontynuować wyścig po przewróceniu kajaka, kanadyjki czy łodzi. Na każdym z jazów oraz w wielu miejscach na trasie spływ zabezpieczało dziesiątki jak nie setki ratowników, co było realną gwarancją bezpieczeństwa. 

 

Na mecie na szczęśliwych i zmęczonych zawodników czekały oklaski, konferansjer i odnowa zapasów tłuszczu w postaci gorącej zupy, owoców i słodkości :). Polecam ten maraton nie tylko jako wyścig ale jako dobrą zabawę z przyjaciółmi czy rodziną bez względu na wynik 🙂 Nie wiem czy zespół ze zdjęcia spływał jazy czy je przechodzili ale jak najbardziej organizator na każdym z progów zapewnił opcję obejścia dla mniej odważnych zawodników.

 

 

 

 

 

 

Późnym popołudniem już tylko prezentacja filmiku ze spływu, ogłoszenie wyników i podium 🙂 Na placu zamkowym czekało już wiele stoisk ze sprzętem sportowym, namioty piwne i przekąskowe 🙂 oraz kilka atrakcji dla dzieciaków … taki tradycyjny Polski festyn ;P

 

 

 

Ogromne zakwasy, skurcze i zmęczenie chwilową drzemkę zamieniły w stan snu głębokiego tak więc czy na mieście była impreza nie wiemy :-P…wiemy że była w Naszym pensjonacie i pozdrawiamy Bassowiczów 🙂

Ja z Alą następnego ranka czuliśmy się już wypoczęci wiec przed wyjazdem postanowiliśmy wybrać się do miasta w poszukiwaniu magnesów na lodówkę …co się okazało Krumlov to miasteczko z przepiękną starą, zamkową częścią i zabytkowymi uliczkami, tętniącymi życiem sklepikarzami, Japońskimi turystami i lokalnym rękodziełem 🙂 co uwieczniła ekipa Bassa…a na co My nie mieliśmy czasu.

 

Za rok rezerwujemy dodatkowy dzień na zwiedzanie i mamy nadzieję, że team z Polski będzie jeszcze liczniejszy 🙂

 

 

Pozdrawiamy

Przemo i Alutka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *