Jezioro Goczałkowickie

Główny kitespot lokalnych surferów 🙂

 

Data: czerwiec 2018r

Skład: Alutka i Ja 

 

Jezioro Goczałkowickie to główny zbiornik wody pitnej dla województwa śląskiego, w bezchmurny dzień na południowym brzegu doskonale widać panoramę Beskidów, jest to też Nasz główny spot do pływania na kajcie :)…czasem w wietrzny ciepły weekend pływa w tym miejscu kilkudziesięciu kitesurferów.

 

Podobno pod powierzchnią wody znajduje się jakaś zatopiona wioska…cmentarz…być może to tylko lokalne plotki tym razem powtarzane przeze mnie ;P.

W zachodniej części do jeziora wpływa Wisła…i ta część ze względu na walory przyrodnicze zarówno fauny jak i flory Nas interesowała 🙂

 

 

 


 

Trasa

Zaczęło się …zaskoczeniem…

Szukając „palcem na mapie” odpowiedniego miejsca do startu wytypowaliśmy Ośrodek szkoleniowy Jachtklubu PTTK Pszczyna.

 

Jest dobry dojazd, parking, dojście do wody, molo, ławeczki…pełna organizacja…no więc pompowanie, wszystko już gotowe…i pojawia się człowiek… człowiek który legitymując się słownie szefem i władcą uprawnionym do decydowania co można i czego nie można stwierdził że tu nie można …nie można wchodzić do wody na czymkolwiek czego nie wynajmie się w niniejszym Jachtklubie. Pogroził palcem, wspomniał o policji, mandatach … i czymś tam jeszcze. 

 

No więc deski na pakę i jedziemy 500m dalej na dziką polanę gdzie okazało się nie byliśmy jedyni 🙂

 

Rybacy z rodzinami biwakujący przy wejściu okazali się bardzo przyjaźni, więc szybko przedzierając się przez przybrzeżne glony popłynęliśmy wzdłuż północnego brzegu w stronę Wisły. Było prawie całkowicie bezwietrznie więc płynęliśmy po krystalicznym lustrze wody, minusem tej aury było bardzo duszne powietrze. Stan wody w tej części jeziora był bardzo niski. Długość jeziora to ok 14km a szerokość ok 3km więc opłynięcie go w całości byłoby dosyć trudne. Sam temat zakazów użytkowania jeziora jest dosyć skomplikowany i skrupulatnie ignorowany.

 

Podsumowując Jezioro Goczałkowickie nie jest najlepszym wyborem do pływania na SUPie ze względu na ogromne rozmiary, licznych wędkarzy oraz nie do końca zrozumiałe i przestrzegane przepisy. Dla zwykłej zabawy zdecydowanie lepszy wydaje się być położony kawałek na północ zbiornik Łąka, na którym de facto zaczęła się kilkanaście lat temu moja przygoda ze sportami wodnymi…szkolenie windsurfingowe i decyzja o kupnie latawca, cabrinha jakoś z ok 2002r 🙂 …ale to zupełnie inny temat. 

 

 

Pozdrawiamy

Przemo i Alutka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *